piątek, 25 czerwca 2010
Portugalia 0 - 0 Brazylia
Korea Północna 0 - 3 Wybrzeże Kości Słoniowej
Chile 1 - 2 Hiszpania
Szwajcaria 0 - 0 Honduras
Na plus
+ Powrót starych, dobrych Hiszpanów, na których iluminację czekać trzeba było właściwie do ostatniej chwili. Aktualni mistrzowie Europy odnieśli nad Chile zwycięstwo po ciężkim, acz wartościowym dla zespołu spotkaniu, co pozwoliło im zająć pierwsze miejsce w grupie. Oszczędzili więc sobie wątpliwej przyjemności spróbowania swych sił z Brazylią już w 1/8 finału.
+ Bramka z najdalszej, bo ponad z 40-stu metrów, odległości na mistrzostwach w RPA. Autorem trudnego technicznie zagrania był David Villa, który zarazem wysforował się na pierwszą lokatę w klasyfikacji strzelców, a dzieli ją z Vittkiem i Higuainem. Hiszpańska prasa przed meczem z Chile podnosiła larum, gardłując, że Villa równa się gol. Miała rację.
+ Postawa ambitnie walczących w osłabieniu Chilijczyków. Dali się już poznać ze strony czysto piłkarskiej w poprzednich meczach, więc przyszedł czas na zademonstrowanie cech wolicjonalnych. Pomimo gry przez większą część spotkania w 10-tkę i ze stratą dwu goli do odrobienia, podopieczni Marcelo Bielsy pokazali serce do gry - nie tylko nie dali się stłamsić Hiszpanom, ale jeszcze zdołali pokonać Ikera Casillasa. Awans podarowali im właściwie Szwajcarzy, lecz jak mało kto, na ten awans po prostu sobie zapracowali.
+ Pierwsza wygrana na turnieju Wybrzeża Kości Słoniowej. Piłkarze z Czarnego Lądu zdominowali Koreańczyków z Północy, aplikując im zarazem trzy trafienia. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby podopieczni Svena Gorana Erikssona nie trafili do grupy śmierci, wciąż uświetnialiby swą obecnością mundial w RPA. Byli bowiem najefektowniejszą drużyną afrykańską, jaką przyszło nam tego lata oglądać. Niestety na Portugalię i Brazylię to wciąż za mało.
Na minus
- Żenująco nudny pojedynek Brazylii z Portugalią, który miał być w zamyśle ozdobą fazy grupowej mistrzostw. Remis najwyraźniej satysfakcjonował obie drużyny, więc poprzestały one na oszczędzaniu sił przed kolejną rundą. Pokuszę się o stwierdzenie, że gorszego spotkania na tegorocznych MŚ nie oglądaliśmy. A miało być widowisko...
- Bezradność i niemoc strzelecka tak Szwajcarii, jak i Hondurasu. Pierwszych ewentualny triumf w kończącym grupowe zmagania meczu premiowałby przepustką do 1/8 finału, więc motywacji nie mogło zabraknąć. Drudzy natomiast wyczekiwali na kontrataki i zarazem pierwsze mundialowe zwycięstwo. Obie jedenastki były jednak do bólu nieskuteczne i żadnej swojego zadania zrealizować się nie udało.
- Bilans Korei Północnej na tych mistrzostwach, tj. 0 punktów, 1 gol strzelony, 12 straconych. Obok Kamerunu (0 pkt, 2-5 bramki) są więc najgorszym zespołem mistrzostw, co chluby zapewne narodowi koreańskiemu nie przynosi, a wiemy przecież, do czego zdolne są tamtejsze władze. Mimo że brzmi to nieprawdopodobnie w XXI wieku, naprawdę strach wracać do domu po rozegraniu tak słabego turnieju. I to strach o własne życie.
Słowacja 3 - 2 Włochy
Paragwaj 0 - 0 Nowa Zelandia
Dania 1 - 3 Japonia
Kamerun 1 - 2 Holandia
Na plus
+ Niespodziewanie dobra postawa Słowaków i sensacyjne zwycięstwo z Włochami, eliminujące ich najwcześniej od 36. lat z MŚ. Można się tylko zastanawiać, czy to rzeczywiście Słowacja aż tak błyszczała, czy po prostu wykorzystała fatalną kondycję mistrzów świata. Zweryfikują to zapewne Holendrzy w 1/8 finału i jeżeli drugiej teorii będzie bliżej do prawdy, można będzie podopiecznych Vladimira Weissa, mając także w pamięci eliminację, okrasić mianem bezwzględnych katów wykorzystujących każdą chwilową niedoskonałość rywala.
+ Dwa trafienia Roberta Vittka, wysuwające jego osobę na czoło klasyfikacji najlepszych strzelców mistrzostw ex aequo z Gonzalo Higuainem. Słowak pierwszego gola zaliczył ze spalonego przeciwko Nowej Zelandii, ale te z Włochami były już jak najbardziej prawidłowe, a przede wszystkim przepchnęły jego reprezentację do fazy pucharowej. Ciężko będzie mu powiększyć dorobek, lecz jeśli tego dokona, nie możemy być zaskoczeni - wszakże jest w formie jak mało kto.
+ Rekord bramek jednego dnia mistrzostw. Piłkarze potrzebowali dwóch tygodni, ażeby uświetnić turniej jednorazowo dwunastoma bramkami, a mogło być jeszcze lepiej, tyle że bezbramkowo zakończyli rywalizację Paragwajczycy z Nowozelandczykami. Najlepszym, tak wczoraj, jak i dotychczas w RPA, był dramatyczny pojedynek Słowacja - Włochy. Pomimo że poziom sportowy nie był wyjątkowo wybitny, zawodnicy zafundowali nam w końcówce istny przejazd roller coasterem; w dodatku zakończony sensacją.
+ Kończący czempionat bez porażki Nowozelandczycy. Kto by się spodziewał, że chłopcy Ricki’ego Herberta nie tylko nie będą do bicia, a wręcz nie pozwolą faworytom się pokonać? Nie brakowało niepochlebnych opinii czy ironicznych drwin, jednak Nowa Zelandia czołobitnie udowodniła, że grać w piłkę z najlepszymi potrafi i otarła się o awans z grupy.
+ Do bólu konsekwentni Holendrzy, którzy ugrali komplet punktów, nie męcząc się przy tym za bardzo. Co prawda, czystego konta wzorem Urugwaju nie udało się zachować, lecz ukłuł ich niejaki Samuel Eto’o z rzutu karnego, więc winy zostają darowane. Ponadto Holandia zaprezentowała w końcówce upór, dążąc do wygranej i cel osiągnęła za sprawą rezerwowych - powracającego do zdrowia Arjena Robbena i Klaasa Jana Huntelaara. Czas na holenderską hossę w fazie pucharowej?
+ Świetnie bite przez Japończyków rzuty wolne. Właśnie ten element gry okazał się kluczowy w decydującym meczu z Duńczykami i pozwolił Azjatom odnieść upragnione zwycięstwo. Dania prowadziła grę, miała 12% przewagę w posiadaniu piłki, lecz to Japonia zdobywała kolejne bramki. Mamy więc drugą i ostatnią zarazem azjatycką ekipę w 1/8 finału, co poczytuję za spore zaskoczenie, gdyż wśród 16-stki najlepszych reprezentacji globu nie widziałem żadnej z tego kontynentu.
+ Pewny awans z pierwszego miejsca Paragwajczyków, którzy rywalom pozostawili jedynie walkę o drugą lokatę. Jednak chwalić drużynę Gerardo Martino należy głównie za spotkania z Włochami i Słowacją, ponieważ w kończącej zmagania potyczce z Nową Zelandią wypadli już blado. Kryzys, chwilowa niedyspozycja czy chęć dopełnienia formalności minimalnym nakładem sił? Niezależnie od tego, co było przyczyną słabszego dnia przybyszów z Ameryki Południowej, z Japonią muszą oni zagrać zdecydowanie lepiej.
Na minus
- Kompromitująca postawa obrońców Pucharu Świata, którzy nie wygrali w RPA żadnego meczu i swą przygodę z afrykańskim mundialem kończą na fazie grupowej. Niepokojącym objawem był już zeszłoroczny Puchar Konfederacji, lecz wtedy martwiono się w Italii bardziej o piłkę klubową, gdyż ta zaliczyła sezon skrajnie nędzny. Włosi wyciągnęli wtedy wnioski i następna edycja Ligi Mistrzów należała już do nich, lecz na MŚ tak wesoło już nie było. Calcio sięgnęło bowiem dna.
- Wypaleni i przewidywalni Duńczycy. Podopieczni Mortena Olsena po znojach przebrnęli zwycięsko przez mecz z Kamerunem i wydawało się, że z Japonią również sobie poradzą. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna; Dania biła głową w mur, a przeciwnicy punktowali. Nie był to więc z całą pewnością udany mundial dla Skandynawów.
- Casus reprezentacji Kamerunu. Kolejna ekipa afrykańska pożegnała się z turniejem, a potencjał tkwił w niej przecież niemały. Nie można o tym wszakże gardłować jako o zaskoczeniu, lecz zerowy dorobek punktowy nie okryje kraju estymą. Kameruńczycy wyraźnie nie trafili z formą na tegoroczny czempionat i na całej linii zawiedli oczekiwania swoich kibiców.
- Aż 21 żółtych kartek, co daje średnią ponad 5 na spotkanie. Na usprawiedliwienie dodać jednak należy, że nie uświadczyliśmy właściwie faulów brutalnych, czego dowodem jest z kolei brak kartoników koloru czerwonego. Poza tym czasami trzeba przymknąć oko na ilość kar indywidualnych, bo kiedy, jak nie w meczach o honor swojej ojczyzny nie przebierać w środkach?
czwartek, 24 czerwca 2010
Słowenia 0 - 1 Anglia
USA 1 - 0 Algieria
Ghana 0 - 1 Niemcy
Australia 2 - 1 Serbia
Na plus
+ Faworyci, którzy dzięki zwycięstwom zgodnie po 1-0 w decydujących spotkaniach, awansowali do następnej rundy. Ta sztuka udała się zarówno Anglii i USA w grupie C, jak i Niemcom w D. Potentaci rozkręcają się najwyraźniej bardzo powoli. Jednak jednego z nich na pewno pożegnamy po 1/8 finału, gdyż już na tym etapie turnieju zmierzą się Anglicy z gospodarzami poprzedniego mundialu.
+ Decyzja Fabio Capello o desygnowaniu do gry Jermaina Defoe i Jamesa Milnera. Pierwszy strzelił gola na wagę awansu, a drugi przy niej asystował. Ponadto skrzydłowy Aston Villi mienił się w opinii wielu jako zawodnik spotkania. Capello postanowił zmodyfikować wyjściową jedenastkę pod naciskiem fanów i prasy, co przyniosło same korzyści. Jak widać - czasem warto liczyć się ze zdaniem otoczenia.
+ Niezłomność charakteru Amerykanów, którym odebrano kolejną prawidłowo zdobytą bramkę, a pomimo to nie zrezygnowali i dopięli swego. Za sprawą Londona Donovana USA w doliczonym już czasie gry, wyszło na prowadzenie i zainkasowało awans, a zarazem pierwsze miejsce w grupie. Teraz na ekipę Boba Bradleya czeka Korea Południowa, a więc ćwierćfinał jest jak najbardziej w zasięgu.
+ Ledwie dwie stracone przez Algierię bramki na mistrzostwach. Drużyna z północy Afryki miała być dostarczycielem punktów, a urwała punkty Anglikom czy też straciła tylko po jednym golu z USA i Słowenią. Faktem jest, że nie pokonała zarazem ni razu bramkarzy rywali, ale wrażenie i tak pozostawiła pozytywne.
+ Strzał Mesuta Ozila na pół godziny przed końcem meczu z Ghaną, dający awans do następnej fazy czempionatu. Niemiec tureckiego pochodzenia zmarnował co prawda wcześniej sytuację tete-a-tete z Richardem Kingstonem, ale zrehabilitował się, pokonując go mierzonym uderzeniem zza pola karnego. Tak więc o trzecią niewykorzystaną „setkę” do Ozila mało kto będzie miał teraz pretensje.
+ Niespodzianka z polecenia Australii, która zatrzymała, wydawało się rozpędzoną po wygranej z Niemcami, reprezentację Serbii. Kangurom w przeciągu czterech minut udało się wyprowadzić dwa nokautujące ciosy i rozwiać marzenia Serbów o 2. miejscu w grupie. Podopiecznym Pima Verbeeka wiktoria ta nie wystarczyła do awansu, lecz zakończyli oni MŚ w zgoła odmiennych nastrojach niż je rozpoczynali.
+ Bomba Bretta Holmana, na którą odpowiednio zareagować nie zdołał Vladimir Stojkovic. Ofensywnie usposobiony 26-latek z Australii kilka minut po pojawieniu się na murawie Mbombela Stadium uraczył widzów kapitalnym, silnym strzałem z około 30-stu metrów, nie pozostawiając zarazem złudzeń Serbom.
+ Pierwsza i prawdopodobnie ostatnia afrykańska drużyna, która zakwalifikowała się do 1/8 finału, czyli podobnie jak to było przed czterema laty - Ghana. Serbski szkoleniowiec, Milovan Rajevac w pokonanym polu pozostawił swoich rodaków, których to z kolei antycypowałem do awansu. Ghana nie urzekła, bramki zdobyła tylko dwie (w dodatku obie z rzutu karnego), lecz gra dalej i to w tej chwili liczy się najbardziej.
Na minus
- Zaprzepaszczenie szans na fazę pucharową mundialu przez Słoweńców, którzy przed ostatnią kolejką liderowali w grupie C, a ostatecznie zajęli trzecią lokatę. Pogromcy naszych Orłów z eliminacji zademonstrowali w RPA dwa oblicza, przedzielone przerwą w spotkaniu z USA. Przed tym wydarzeniem Słowenia grała szybką i dokładną piłkę, punktując swych rywali, a później było już tylko gorzej. Na turniej tej rangi jeden mecz to za mało.
- Wayne Rooney, którego postanowiłem oszczędzić w moich notowaniach po meczu z Algierią, nie jest nadal sobą na tegorocznych mistrzostwach. Najwidoczniej ciąży na nim zerowy dorobek bramkowy na najważniejszej imprezie międzynarodowej w piłce nożnej, co widać było podczas potyczki ze Słowenią. Rooney nie mógł odnaleźć się pod bramką Handanovicia, a kiedy już stanął w sytuacji wybornej, trafił tylko w słupek. Odblokowanie jego niemocy strzeleckiej będzie kluczem do sukcesu dla Synów Albionu.
- Czerwona kartka dla Anthera Yahii. Gdy atmosfera w końcówce spotkania się zaogniła, kapitan Algierii pojawił się nieopodal Franka De Bleeckere, by uspokajać zwaśnionych z arbitrem kolegów z reprezentacji. Sędzia spotkania ukarał jednak drugą żółtą kartką właśnie Yahię, zamiast skupić uwagę na tych rozemocjonowanych Algierczykach, którzy wcześniej zachowywali się w stosunku do niego co najmniej nieelegancko.
- Powrót do domu w minorowych nastrojach reprezentantów Serbii. Na Bałkany wracać będą z przeświadczeniem, że zaprzepaścili historyczną dla kraju okazję na fazę pucharową MŚ (wcześniej tylko pod szyldem Jugosławii). W końcówce meczu z Australią kontaktowego gola wbił Marco Pantelic, by chwilę później ze spalonego bajać o awansie. To nie był jeszcze koniec widowiska z napastnikiem Ajaxu Amsterdam w roli głównej, gdyż miał on na nodze piłkę meczową, lecz przeniósł futbolówkę nad bramką Marka Schwarzera.
wtorek, 22 czerwca 2010
RPA 2 - 1 Francja
Meksyk 0 - 1 Urugwaj
Grecja 0 - 2 Argentyna
Nigeria 2 - 2 Korea Południowa
Na plus
+ Awans Urugwaju i Meksyku w klarownych okolicznościach. Podejrzewano, że drużyny z Ameryk mogą zagrać na remis, który urządzałby tak jednych, jak drugich. Nic takiego nie miało miejsca, a zwycięsko wyszli z pojedynku Urugwajczycy. Tak więc moje typy w związku z grupą A znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości.
+ Postawa gospodarzy turnieju, którzy poskromili Francuzów i zaparafowali drugie w historii zwycięstwo na mistrzostwach świata. RPA zagrało odważnie i bez obaw przed srebrnymi medalistami Weltmeisterschaft 2006, co poskutkowało w pierwszej połowie zepchnięciem rozbitych wojną domową w swoich szeregach Francuzów do defensywy. Ostatecznie gospodarzom nie udało się wyjść z grupy, lecz wyszli chociaż z twarzą, w przeciwieństwie do dzisiejszych rywali, z grupowych rywalizacji.
+ Komplet wygranych podopiecznych Diego Maradony. Co prawda Argentyna zagrała najsłabszy dotychczas mecz, ale też nie była zmonitowana do gry z kurażem i fantazją, a potwierdzeniem może być 7 zmian w pierwszym składzie w porównaniu z poprzednią mundialową potyczką. Argentyna późno przedarła się przez gęste zasieki greckiej obrony, lecz lepiej późno niż wcale.
+ Ostra wymiana ciosów pomiędzy Nigerią a Korea Południową, zakończona szczęśliwym dla Azjatów remisem. Obie ekipy w decydującym o awansie spotkaniu były na prowadzeniu, ale finalnie żadna trzech punktów nie dopisała do swego dorobku. Jednak jedno oczko wystarczyło Koreańczykom z Południa do zajęcia drugiego miejsca w grupie, a więc są zarazem pierwszą reprezentacją, co do której losów się pomyliłem. Dla mnie niespodzianka.
Na minus
- 1 punkt, 1 gol, ostatnia lokata w grupie i powrót do domu po trzech meczach - tak oto maluje się obraz tegorocznego występu Francji na MŚ. Żadne to dla mnie zaskoczenie, że podopieczni Raymonda Domenecha szybko skończyli swą przygodę z RPA, ale końcowy bilans tej, bądź co bądź silnej reprezentacji, zmusza do refleksji. Francuzi potrzebują natychmiastowej czystki, a Laurent Blanc wydaje się być odpowiednią osobą do otoczenia zupełnie nowej drużyny kuratelą.
- Zachowanie wspomnianego Raymonda Domenecha tak na całym turnieju, jak po ostatnim spotkaniu, gdzie nie podał ręki swojemu vis-a-vis z ławki trenerskiej RPA, Carlosowi Alberto Parreirze. O motywy jego postępowania indagowali na konferencji prasowej dziennikarze, lecz odpowiedzi nie uzyskali. Jedno jest pewne - Domenech już teraz jest jednym z największych przegranych mundialu w Afryce.
- Ultradefensywna taktyka Otto Rehhagela, który na boisku przetrzymywał przez dłuższy okres siedmiu (!) nominalnych obrońców. Ponadto u Greków trudno było odróżnić piłkarzy ofensywnych od defensywnych, gdyż bronili się na okrągło całą jedenastką. Mało kto będzie żałował Grecję, ponieważ taki futbol po prostu nie może się podobać.
- Aiyegbeni Yakubu za śrubowanie kiksu mistrzostw. Podczas pojedynku z Grecją zmarnował wyborną okazję do wyprowadzenia Nigerii na prowadzenie, o czym nie omieszkałem wspomnieć w odpowiednim czasie, a tym razem spudłował już katastrofalnie w sposób, którego wręcz nie da się wytłumaczyć. Yakubu nie trafił bowiem do pustej bramki z około dwóch metrów. Miał mieć niemały udział w osiągnięciach Super Orłów i tak w istocie jest.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Portugalia 7 - 0 Korea Północna
Chile 1 - 0 Szwajcaria
Hiszpania 2 - 0 Honduras
Na plus
+ Worek bramek, jaki przyniósł jedenasty dzień mistrzostw. Był to zarazem ostatni epizod, kiedy miały miejsce 3 spotkania; w tym jedno o 13:30, czyli mało przychylnej wielkim widowiskom porze. Piłkarze wyrównali rezultat z siódmego dnia i wpisywali się na listę strzelców dziesięciokrotnie. Było na czym zawiesić oko.
+ Nowatorska skrzynia biegów, jaką dysponuje Portugalia. Czwarta drużyna poprzedniego mundialu wrzuciła „siódemkę” i przejechała się po bezradnych Koreańczykach z Północy. Portugalska pomoc pracowała wzorowo, co poskutkowało wieloma świetnymi wejściami z drugiej linii. Ponadto Portugalczycy byli zabójczo skuteczni w drugiej połowie i pomimo skromnego prowadzenia po pierwszych 45. minutach, mecz zakończyli z osobistym rekordem.
+ Uporczywość i determinacja Chilijczyków, którzy zaaplikowali po 75. minutach usilnych starań bramkę Szwajcarom. Wysiłki całego zespołu zwieńczył ostatecznie rezerwowy, Mark Gonzalez. Chile w kolejnym występie na mundialu prezentuje dobrą, szybką i techniczną piłkę w południowo-amerykańskim wydaniu. Jednak pomimo dwóch triumfów, podopieczni Marcelo Bielsy wciąż nie mogą być pewni awansu do następnej rundy.
+ Najdłuższa w historii passa bez straconej bramki na mistrzostwach świata autorstwa Szwajcarów. Helweci przed meczem z Chile do ostatniego straconego gola wspomnieniami musieli wracać aż do 1994 roku i 1/8 finału z Hiszpanią. Na Weltmeisterschaft 2006 nikt nie znalazł na nich sposobu w czterech spotkaniach, po czym odpadli w rzutach karnych i nie byli w stanie dłużej śrubować osiągnięcia. Ostatecznie stanęło ono na 557. minutach, co naprawdę robi wrażenie.
+ Cudowny gol Davida Villi na 1-0, nie ustępujący wcale urodą trafieniu Diego Forlana, które to poczytywałem dotąd za najpiękniejsze w RPA. Nowy nabytek FC Barcelona z niebywałą lekkością minął trzech rywali i strzałem już właściwie z murawy boiska otworzył dorobek strzelecki Hiszpanów. Nie omieszkał później dołożyć kolejnego trafienia, a na dokładkę...
Na minus
- ... zmarnować rzut karny. Który to już raz David Villa myli się z jedenastu metrów? Niezrozumiana jest dla mnie koncepcja powierzania filigranowemu snajperowi tychże stałych fragmentów gry, skoro ten regularnie je zaprzepaszcza. Xavi bądź Torres nie wezmą tej odpowiedzialności na swoje barki?
- Valon Behrami za osłabienie swojej drużyny już po pół godzinie gry. Zachowanie szwajcarskiego pomocnika zmusiło jego kolegów do zmiany taktyki z defensywnej na ultradefensywną, a finał tego okazał się dla podopiecznych Ottmara Hitzfelda niekorzystny.
- Przypadek Behrami’ego nie jest odosobniony, gdyż wykluczenia z gry po kontakcie dłoni winowajcy z twarzą przeciwnika miały miejsce na tych mistrzostwach już wcześniej. Rzeczywiście nie należy takim występkom hołdować, lecz żałośnie jest zarazem oglądać teatr w wykonaniu rzekomo dramatycznie pokrzywdzonego zawodnika, który zostaje dosłownie klepnięty. Czerwona kartka czerwonej kartce nierówna.
- Status reprezentacji sympatycznych, czyli wyczyny Hondurasu, a przede wszystkim Korei Północnej. Pierwsi stracili niby ledwie dwie bramki z mistrzami Europy, ale zaprezentowali się na przestrzeni całego pojedynku co najmniej słabo, a drudzy rozegrali dobre zawody w pierwszej odsłonie meczu, żeby dać się miażdżyć, deklasować i upokarzać przez kolejnych 45 minut.
niedziela, 20 czerwca 2010
Słowacja 0 - 2 Paragwaj
Włochy 1 - 1 Nowa Zelandia
Brazylia 3 - 1 Wybrzeże Kości Słoniowej
Na plus
+ Taktyczne zdyscyplinowanie w połączeniu z odrobiną fantazji, czyli Paragwaj wypunktował Słowację 0-2. Trzecia siła z Ameryki Południowej pokazała się z bardzo dobrej strony, gładko pokonując niemrawych Słowaków i wychodząc na pierwsze miejsce w grupie F.
+ Roque Santa Cruz, który czuwał nad grą całej reprezentacji Paragwaju. Podobnie jak Diego Forlan w Urugwaju, nie ogranicza się do czekania na piłki od partnerów pod polem karnym, a sam bierze się za rozgrywanie. Dzisiaj wychodziło mu właściwie wszystko, czego najlepszym dowodem są jego asysty przy obu bramkach.
+ Heroiczna obrona Nowozelandczyków, którym udało się wymęczyć kolejny remis na mistrzostwach. O ile pierwszy ze Słowacją można uznać za małą niespodziankę, tak ten z Włochami traktować trzeba w kategoriach sensacji. Jak to bowiem możliwe, że wciąż aktualni mistrzowie świata nie mogą poradzić sobie z drużyną, toczącą na co dzień zażarte boje z Vanuatu, Nową Kaledonią, Fidżi oraz Bahrajnem (rywale Nowej Zelandii w drodze na mundial)?
+ Oportunistyczne próby Riccardo Montolivo. Kreowany na następcę Andrei Pirlo pomocnik dwukrotnie poszukał szczęścia w uderzeniach z dystansu. W pierwszej połowie na drodze stanął słupek, a w drugiej as Fiorentiny pocelował jeszcze dokładniej, jednak tym razem przed utratą gola Nową Zelandię uchronił Mark Paston. Montolivo zaprezentował natomiast, że dysponuje niedostępnym dla wielu strzałem z dystansu.
+ Luis Fabiano i jego magiczny dublet. Napastnik, na którego zakup AC Milan żałował 18 mln euro, strzelił dwie bramki rzadkiej urody i poprowadził Brazylię do zwycięstwa. Najpierw znalazł lukę między rękami Boubacara Barry’ego a poprzeczką, a już w drugiej odsłonie urządził sobie taniec z defensorami Wybrzeża Kości Słoniowej. Luis Fabiano udowodnił więc, że jest w stanie udźwignąć ciężar strzelania goli dla Brazylii
+ Serce do gry, jakie wykazali gracze Wybrzeża Kości Słoniowej, nie rezygnując do końca z pokonania Julio Cesara. Zdawali sobie zapewne sprawę, że Brazylijczycy są od nich lepsi, ale nie oddali meczu bez walki i zdobyli się na jedno ukąszenie, którego autorem został - a któżby inny - Didier Drogba. Pozostawia to po nich choćby minimalnie dobre wrażenie.
+ Zadowalający wynik bramkowy, gdyż zawodnicy trafiali ośmiokrotnie. Jest to drugi najlepszy rezultat w trakcie jednego dnia na MŚ w RPA. Na lawinę trafień możemy się za to szykować, kiedy ruszy ostatnia runda gier, a dziennie odbywać się będą cztery spotkania. A to wszystko już od wtorku.
+ Kaka za dwie asysty zasługuje na pewno na wyróżnienie, ponieważ zdaje się odzyskiwać chociaż w połowie blask, którym świecił do niedawna w Milanie, ale także...
Na minus
- ... nie można szczędzić słów krytyki pod jego adresem za występek, którego dopuścił się w końcówce meczu z WKS. Postanowił, że pozawerbalnie wyperswaduje rywalowi, co o nim myśli i mocno odepchnął Keitę, co wywołało niemałe zamieszanie. Chwilę później wyleciał z boiska w dość zagadkowych okolicznościach, lecz ze względu na wcześniejsze działania jakoś nie było go żal.
- Dobry występ i bramkę Elano przypłacił kontuzją. A to dlatego, że Cheik Tiote nie cofnął nogi, kiedy skuteczny w RPA pomocnik robił wślizg. Kończył wieczór na noszach, a o jego stanie zdrowia więcej dowiedzieć się będzie można dopiero jutro.
- Squadra Azzurra, czyli Italia piłkarskim pośmiewiskiem po fatalnej grze i takim samym wyniku z Nową Zelandią. Podopieczni Marcello Lippi’ego są wolni, zramolali i do bólu przewidywalni w swoich boiskowych poczynaniach. Tyle że z reprezentacją na turnieju jest jak z mężczyzną - prawdziwą poznaje się po tym jak kończy, a nie zaczyna.
- O Słowakach nie można mówić, że zawodzą, gdyż ich porażki były wliczone w ten mundial. Przy Paragwaju wyglądali oni jak piłkarscy analfabeci, stwarzając jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Justo Villara dopiero w 93. minucie meczu. Niech ów wyczyn będzie miarodajnym świadectwem ich gry.
- Niektóre sędziowskie decyzje, bo też nie wszystkie - rzut karny dla Włochów został na przykład podyktowany słusznie. Wątpliwości budzi jednak uznanie trafienia Shane’a Smeltza dla Nowej Zelandii i drugiej bramki Luisa Fabiano w barwach Brazylii, a także druga żółta kartka dla Kaki. Są kontrowersje, muszą być i błędy.
Holandia 1 - 0 Japonia
Ghana 1 - 1 Australia
Kamerun 1 - 2 Dania
Na plus
+ Holenderska konsekwencja, która dała awans do 1/8 finału już po dwóch meczach. Pomarańczowi może nie grają widowiskowo, ale bardzo rozważnie, gdyż miarkują siłami tak, aby optimum nadeszło na fazę pucharową. Takie działania mogą premiować Holendrów w perspektywie walki o medale; nie będą oni bowiem wypaleni w pojedynkach o być albo nie być.
+ Wesley Sneijder i jego atomowe uderzenie zza pola karnego, które przełamało ręce Eiji’ego Kawashimy, dając skromne zwycięstwo. Rozgrywający Interu Mediolan ma prowadzić swą reprezentację na cokół, więc jego dobra dyspozycja strzelecka musi napawać optymizmem.
+ Ewidentnie wyćwiczony przez Asamoaha Gyana element gry, jakim jest rzut karny. Gwiazdor Ghany skutecznie egzekwował już bowiem drugą jedenastkę na tych mistrzostwach, a co ciekawe, obie były podyktowane za zagrania ręką. Czy w decydującym spotkaniu z Niemcami Ghanijczycy zdobędą bramkę inaczej niż z jedenastu metrów?
+ Nie było drugiej w historii wygranej Australii na mundialu, lecz korzystny wydaje się również remis. Po pierwsze dlatego, że nie przekreśla wciąż szans Kangurów na awans, a po drugie, potencjał australijskiej kadry wygląda biednie przy grupowych oponentach. Australia więc winna być zadowolona z pierwszego i prawdopodobnie jedynego punktu w RPA.
+ Genialne spotkanie w Pretorii między Kamerunem a Danią, zakończone pożegnaniem się tych pierwszych z szansami na promocję z grupy E. Zwłaszcza właśnie Kameruńczycy nie bali się odważnej i ofensywnej gry, co jednak skrzętnie wykorzystali Duńczycy. Generalnie obie ekipy pokazały nam zupełnie inne oblicze niż w inauguracyjnych potyczkach, co przyniosło za sobą pierwszorzędne widowisko.
+ Rogal Dennisa Rommedahla, ustalający rezultat meczu dnia na 1-2. 32-letni skrzydłowy energicznie wpadł w szesnastkę Kamerunu, zwodem na lewą nogę minął Jeana Makouna i inteligentnym strzałem wprawił w ekstazę obóz duński. Reprezentacja ze Skandynawii zagra w ostatnim meczu o awans z Japonią. Co na to Rommedahl?
Na minus
- Eiji Kawashima, na którego usprawiedliwienie można znaleźć kilka okoliczności łagodzących, lecz nie zatrą one mimo wszystko plamy, jaką zostawił bramkarz Japonii. Za jego sprawą znacząco zmalało wszakże prawdopodobieństwo awansu do 1/8 finału. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż wszystko leży w rękach Azjatów.
- Herry Kewell za osłabienie swojej reprezentacji. Były pomocnik Liverpoolu nie cofnął się przed strzałem Jonathana Mensaha i w niedozwolony sposób zatrzymał zmierzającą do siatki piłkę. Sytuacja ta owiana jest sporą dozą kontrowersji, gdyż strzał był silny i zmierzał w kierunku bramki z dużą prędkością, a ponadto Kewell zatrzymał go właściwie przedramieniem. Czerwień jednak obejrzał, a wynik zmienił się momentalnie.
- Pożegnanie Kamerunu, który zagrał bardzo dobrą piłkę. Jednak podopieczni Paula Le Guena sami są sobie winni, ponieważ ospale przedreptali pierwszy mecz z Japonią. Miła niespodzianka w postaci zmiany prezentowanego przez nich futbolu już nie wystarczyła. Mogą teraz być źli na siebie, gdyż posiadają niemały potencjał, a odpadli w przedbiegach.
sobota, 19 czerwca 2010
Niemcy 0 - 1 Serbia
Słowenia 2 - 2 USA
Anglia 0 - 0 Algieria
Na plus
+ Zmiana oblicza i odrobienie dwubramkowej straty przez USA. Amerykanom nie tylko udało się wyrównać stan rywalizacji, lecz wyjść jeszcze na prowadzenie, czego nie zaakceptował jednak sędzia. Druga drużyna zeszłorocznego Pucharu Konfederacji po słabej pierwszej połowie zagrała dobrą piłkę w drugiej, dostarczając kibicom sporo emocji swą pogonią.
+ Vladimir Stojkovic, Aleksandar Kolarov, Milos Krasic, Milan Jovanovic i Nikola Zigic, czyli piątka, która najprężniej pracowała na szokujące zwycięstwo z Niemcami. Pierwszy zachował czyste konto, wybraniając po drodze rzut karny, drugi oskrzydlał często akcje Serbii, trzeci obsługiwał kolegów dośrodkowaniami po energicznych rajdach, czwarty zdobył gola na wagę być może awansu, a piąty przy niej asystował. Serbia wraca do gry!
+ Valter Birsa za sprytne uderzenie z dystansu, które zaskoczyło tytana rękawic, Tima Howarda. Słoweńcy znów pokazują, że potrafią trafiać w niezłym stylu, gdyż także zza pola karnego zdobyli pierwszego gola na mistrzostwach przeciwko Algierii. Należy ponadto pochwalić cały zespół za ich dotychczasowe występy w RPA. Kto bowiem mógł się spodziewać liderującej Słowenii w grupie C?
+ Styl, w jakim Algieria wywalczyła pierwszy punkt w RPA. Za pewne można było przed meczem przyjąć, że przybyszów z północy Afryki urządzać będzie remis. Cel osiągnęli, a zrobili to przeważając przez większą część meczu, niejednokrotnie tłamsząc Anglików. Opanowali środek pola i raz po raz gnębili Davida Jamesa. Może gdyby w angielskiej bramce dalej stał Robert Green, mielibyśmy sensację, a nie tylko niespodziankę.
Na minus
- Decyzja Komana Coulibaly’ego o nieuznaniu trzeciej bramki USA. Trudno po rzucie wolny, po którym padł tenże gol, doszukać się faulu któregoś z Amerykanów, a tym bardziej spalonego. Mamy więc drugi poważny błąd sędziowski na mistrzostwach.
- Niemrawa i apatyczna gra jednego z faworytów do złota, reprezentacji Anglii. Podopieczni Fabio Capello wciąż są na turnieju bez zwycięstwa, a z Algierią nie funkcjonowało właściwie nic, z czego znamy angielską drużynę. Czy dojdzie do metamorfozy przed ostatnim grupowym meczem ze Słowenią?
- Miroslav Klose za jedyną tego dnia czerwień na boiskach RPA. Napastnik osłabił swój zespół, co zaowocowało zmianą taktyki, a także wyniku, gdyż chwilę po jego zejściu na 1-0 trafił Milan Jovanovic. Niemcy są kolejnym przykładem po Nigerii na to, że utrata zawodnika i gra w 10-tkę jest niebywale ciężka. Z drużyny, która zachwycała nagle stali się bowiem ekipą przeciętną.
- Lukas Podolski, a więc drugi niemiecki napastnik. Nie był to na pewno dzień Podolskiego, gdyż oddał 8 strzałów na bramkę Serbów, z czego żaden nie zaskoczył Stojkovicia. A stanął przecież przed bramkarzem Wigan Athletic nawet w odległości 11. metrów. Koledzy liczyli na swojego goleadora, a ten zawiódł ich oczekiwania i o awans przyjdzie toczyć bój z Ghaną.
- Powrót do starej formuły, czyli oszczędnego strzelania. Emocji bynajmniej ósmego dnia nie zabrakło, ale trochę szkoda, że bramek było o połowę mniej niż dzień wcześniej. W końcu to one są solą futbolu.
piątek, 18 czerwca 2010
Argentyna 4 - 1 Korea Południowa
Grecja 2 - 1 Nigeria
Francja 0 - 2 Meksyk
Na plus
+ Grecka determinacja, za sprawą której uświadczyliśmy pierwszej udanej pogoni na mistrzostwach w RPA. Pomimo że Grecja nie zdobyła nigdy wcześniej bramki na MŚ, Nigeryjczyków ukuła dwukrotnie i przełamała trwający impas.
+ Gonzalo Higuain, będący autorem pierwszego hat-tricka na mundialu od 2002 roku, kiedy to tym też wyczynem popisał się Pedro Pauleta w meczu z Polską. Argentyńczyk staje się tym samym pierwszym zawodnikiem, który pojawił się w moich notowaniach zarówno na minusie, jak i na plusie.
+ Koledzy Higuaina, a więc reprezentacja Argentyna, tworzący efektowny i efektywny kolektyw. Tylko podopiecznym Diego Maradony udało się na razie zdobyć komplet punktów. W dodatku zrobili to w stylu naprawdę imponującym, a dobitnie świadczyć o tym może chociażby czwarta bramka zdobyta przeciwko Korei Południowej. Majstersztyk.
+ Gol z rzutu wolnego i bardzo dobra gra byłej gwiazdy krakowskiej Wisły, Kalu Uche. Nigeryjczyk był najlepszym, w moich oczach, piłkarzem swojej reprezentacji, co tylko potwierdza strzelona bramka. Uche nie bał się pojedynków z greckimi defensorami i niejednokrotnie napsuł im sporo krwi na lewej flance.
+ Dobrze naoliwiona maszyna meksykańska, która promuje kolejne gwiazdy na tych mistrzostwach. O Carlosie Veli i Giovanim dos Santosie piłkarski świat już usłyszał. Teraz przyszedł czas na 23-letniego Javiera Hernandeza i o rok młodszego Pablo Barrerę. Ten pierwszy pozwolił Meksykowi zrobić duży krok w stronę awansu, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie, uprzednio kładąc na ziemię Hugo Llorisa. Oby tak dalej.
+ Świetna praca arbitrów, co nowością na tych mistrzostwach wcale nie jest. Na szczególne wyróżnienie zasługuje sytuacja, po której Meksykanie wyszli na prowadzenie. Sędzia zastosował się do lansowanych przez FIFA wytycznych i poszedł z duchem gry, pomimo że spalonego jeszcze kilka lat temu by gwizdnięto.
+ Bardzo dużo bramek, bo tak trzeba traktować średnią ponad 3 trafienia na spotkanie. Co zatem idzie za obfitym strzelaniem, piłkarze nie omieszkali uraczyć nas wspaniałymi piłkarskimi emocjami. Co więcej, nieobce były one w każdym meczu.
Na minus
- Samobójcze trafienie Chu-Young Parka, wyprowadzające Argentynę na prowadzenie. Koreańczyk z Południa nabiegając we własną szesnastkę, nie zdążył cofnąć nogi i piłka odbiła mu się od piszczela, po czym wpadła do siatki. Kuriozum.
- Raymond Domenech i jego pseudomotywacja w przerwie meczu. Trener o wątpliwym warsztacie postanowił, że nie odezwie się ani słowem do swoich piłkarzy, gdyż sami powinni wiedzieć, co mają robić w drugiej odsłonie. O ile kadra francuska ma potencjał, tak szkoleniowiec niweczy wszelkie ambitne plany.
- Mimo że nieeleganckim jest zrzucać winę na jednego gracza, to pozwolę sobie ponad resztę przegranych Francuzów wywindować Francka Ribery’ego. Muzułmanin z Bayernu Monachium był cieniem samego siebie w trakcie sezonu i ten stan rzeczy wcale nie ulega zmianie. Wczoraj skrzydłowy znów grał słabiutko. Czyżby Ribery się wypalił?
- Niezrozumiałe zachowanie Sani’ego Kaity, które kosztowało Nigerię utratę punktów. Gracze z Afryki grali dobrze właśnie do momentu, kiedy Kaita powalił rywala kopniakiem poza boiskiem. Ciemnoskóry pomocnik mógł dać się wciągnąć w jakąś prowokację Greków, lecz nie zmienia to faktu, że wyautował właściwie swój kraj poza 16-stkę najlepszych na świecie, a na pewno utrudnił o nią walkę.
- Gapiostwo Martina Demichelisa, który po pierwszych meczach znajdywał się w pierwszej 10-tcę Castrola (najlepszych zawodników mundialu), a po błędzie z Koreą Płd. tę pozycje zapewne straci. Stoper Bayernu sprokurował gola dla rywali w dość błahej sytuacji. Na jego szczęście nic bramka ta oponentom nie dała.
- Aiyegbeni Yakubu za fatalne pudło przy stanie 1-1. Najpierw Grecy zostali zatrzymani przez rewelacyjnego Vincenta Enyeamę, który ostatecznie nie ustrzegł się pomyłki, a później w wybornej sytuacji znaleźli się Nigeryjczycy. Jednak ich napastnik nie stanął na wysokości zadania i w finalnym fragmencie akcji nie trafił czysto w piłkę. A mogło być tak pięknie.
środa, 16 czerwca 2010
Honduras 0 - 1 Chile
Hiszpania 0 - 1 Szwajcaria
RPA 0 - 3 Urugwaj
Na plus
+ Heroiczny bój Szwajcarów, którzy dopięli, wydawało się, niemożliwego. Helweci mogą być wzorem wszelkich cnót defensywnych, gdyż ten element gry wyszedł im po prostu fenomenalnie. W dodatku uszczypnęli dumnych Hiszpanów w kontrataku, stając się tym samym autorami największej mundialowej sensacji.
+ Postawa Chile ze szczególnym wyróżnieniem dla Alexisa Sancheza. Młody napastnik Udinese imponował mi już występami w lidze włoskiej, a teraz już zachwycił na arenie międzynarodowej. Jego zespół natomiast okazał się bardzo skonsolidowany i zaprezentował piłkę, ustępującą póki co tylko wyczynom Niemców na tych mistrzostwach.
+ Diego Forlan jako dyrygent, odporny psychicznie lider i zdobywca cudownego gola w barwach Urugwaju. Gracz Atletico Madryt więcej czasu spędził rozgrywając piłkę, aniżeli czając się pod bramką RPA, więc jego boiskowa pozycja mogła być delikatnie myląca. Ponadto Forlan jest pierwszym na tegorocznych MŚ zawodnikiem, który zaliczył dublet.
+ Dzień szósty bynajmniej nie obfitował w kartki jak większość wcześniejszych, co z kolei zmniejsza prawdopodobieństwo kontuzji. Byliśmy za to świadkami wykluczenia z gry tego, który tak nas oczarował pierwszego dnia, Itumelenga Khune i przyznać należy, iż było to wykluczenie o solidnych podstawach racji bytu.
+ Oprócz najładniejszego gola, dzisiejszy dzień przyniósł także najlepszą paradę mistrzostw. O dziwo uraczył nią bramkarz Hondurasu, Noel Valladares, a miało to miejsce w 62’ meczu z Chile. Przyznam się, że wcześniej podobny wyczyn widziałem tylko dwukrotnie - może będzie kiedyś okazja się tym podzielić. O ile najładniejszy gol zapewne ulegnie jeszcze zmianie, tak tę robinsonadę wygryźć będzie niebywale ciężko.
+ Emocje, wielkie piłkarskie emocje. Doczekaliśmy się sensacji, co samo w sobie podniosło temperaturę, w jakiej oglądaliśmy mecz, a następnie piłkarze uraczyli nas zaciętą rywalizacją z kontrowersją i nokautem w tle. Tak trzymać!
+ W dalszym ciągu sędziowie, którzy mylą się rzadko i zazwyczaj w co najwyżej błahych sytuacjach. Rzut karny dla Urugwaju został podyktowany przez Massimo Busaccę słusznie. Co ciekawe, dociekliwi zauważyli, że arbitrzy nie byli tacy nieomylni jak mogło się wydawać - przy trafieniu Heinze z drugiego dnia faulowany był nigeryjski zawodnik. Jednak wciąż pozostaję wierny idei, że sprawiedliwi naprawdę są mocnym punktem imprezy.
Na minus
- Fatalna wpadka mistrzów Europy. Hiszpanie, mimo niszczącej przewagi, przegrali jako jedyni z 10-tki najwyżej rozstawionych zespołów, a pogromców znaleźli w osobach Szwajcarów. Czyżby więc Hiszpania miała „ [...] odpaść jak zawsze”?
- W zasadzie trudno skrytykować Honduras, gdyż reprezentacja z Ameryki Środkowej wypadła znośnie na tle dobrze dysponowanych Chilijczyków, jednak przegrali oni mecz inaugurujący ich zmagania, więc ciężko również za coś chwalić. Chyba, że bramkarza, o którym kilka słów już skreśliłem. Jego koledzy z pola przeciętnie. Na mundial to za mało.
- Gospodarz został potraktowany należycie do miejsca, jakie w futbolowej hierarchii zajmuje. RPA już z Meksykiem grało słabo, lecz dopiero teraz zebrało pokłosie swojej formy. Forlan i spółka nie byli tak wyrozumiali, jak koledzy ze środkowej części Ameryki, stawiając zarazem RPA pod ścianą. Po meczu z Francją może nastąpić w zasadzie tylko formalności, czyli rozstrzelanie.
- Nędzna zdobycz bramkowa w dwu pierwszych meczach, co napawało optymizmem przed trzecim, mającym za zadanie ten nieład zbalansować. W istocie tak też było, ale niesmak pozostaje, gdyż bramek nadal jest malutko. Rozpoczęła się druga seria spotkań, więc liczmy, że wyglądać ona będzie paralelnie do kończącej dziś zmagania potyczki.
- Kibice RPA, wychodzący ze stadionu po drugim golu Diego Forlana. Obrazek to nieprzyjemny i choć można zrozumieć ich zachowanie, tak postępować nie wypada, kiedy gości się najlepszych na świecie. Poziom musi być zachowany na wszystkich płaszczyznach.
Słowacja 1 - 1 Nowa Zelandia
Wybrzeże Kości Słoniowej 0 - 0 Portugalia
Brazylia 2 - 1 Korea Północna
Na plus
+ Odwaga Koreańczyków z Północy. Śmiem przypuszczać, że nie dane im było oglądać tuzów brazylijskiej piłki wcześniej, więc nie czuli przed nimi respektu. Było to bardzo dobrze widać na boisku, gdyż Korea Płn. postawiła pięciokrotnym mistrzom świata nadspodziewanie trudne warunki, a w dodatku strzeliła bramkę.
+ Tylko 7 żółtych kartek, co świadczy o mniejszej brutalności we wtorkowych pojedynkach.
+ Upór Nowo Zelandczyków, którzy ostatecznie dopięli swego i pokonali Jana Muchę. Sportowo są najprawdopodobniej najsłabszą drużyną mundialu, a jednak potrafili urwać punkt już na inaugurację. Ich jedyną bronią były dośrodkowania i jedno z nich zamienili na trafienie Winstona Reida (pierwszy gol w doliczonym czasie gry).
+ Skomasowana obrona Wybrzeża Kości Słoniowej, przez którą nijak mogli się przebić faworyzowani Portugalczycy. Co więcej, ekipa z Afryki generalnie wypadła lepiej aniżeli rywal, jednak obie jedenastki musiały zadowolić się podziałem punktów. Skoro Brazylijczycy mieli problem z defensywą Korei Północnej, to jak pójdzie im ze sforsowaniem tej?
+ Prawy obrońca Interu Mediolan, Maicon. Za jego sprawą byliśmy świadkami naprawdę ładnej i zarazem bardzo nietypowej bramki, która otworzyła wynik (dopiero w 55’!). Decyzja Dungi o pozostawianiu Daniego Alvesa na ławce tłumaczy się więc od tej pory sama.
+ Yun-Nam Ji, czyli autor szokującego gola dla Korei Północnej. Warto również podkreślić, że nie była to bramka brzydka, bo po energicznej, przebojowej akcji lewą stroną boiska. Moment, w którym została zdobyta ma wymiar wręcz symboliczny. Po prostu stanowi ona zwieńczenie starań Azjatów.
+ Gervinho za kilka udanych manewrów na skrzydle i próbę przebicia się przez portugalską defensywę. Zaangażowanie, niemałe chęci i pomysł na grę - to wszystko było aż nadto widoczne w debiutanckim występie młodego napastnika Lille.
Na minus
- Żenująca skuteczność Brazylii. Pomijając fakt, że podopiecznym Carlosa Dungi wyraźnie brakowało konceptu na siebie, byli oni ponadto dramatycznie nieskuteczni. Kiedy znajdowali się w polu karnym oponenta, nie wiedzieli, jak zrobić użytek z Jabulani. Tak, Brazylijczycy! Przerażające, ale prawdziwe. Zwycięstwo jednak wymęczyli.
- Pycha Słowaków, którzy po zdobytym golu osiedli na laurach. Wydawało im się najwyraźniej, że jedna akcja wystarczy do pierwszej wygranej na mistrzostwach. Bardzo dobrze się jednak stało, że Nowa Zelandia zadała kłam ich przeświadczeniu. Słowacy muszą zrozumieć, że tu nie gra się na pół gwizdka. A za to właśnie zostali skarceni.
- Jerome Damon postanowił zburzyć teorię, usilnie bronioną prze jego kolegów po fachu, o nieomylności mundialowych arbitrów. Sędzia-gospodarz (jest z RPA) uznał trafienie Roberta Vittka, którego uznać nie powinien, gdyż napastnik Słowacji znajdował się ewidentnie na spalonym. Jest to zarazem pierwszy błąd sędziego, mający bezpośredni wpływ na wynik rywalizacji. Kiedyś musiało to nastąpić.
- Domniemana finezja i polot, z którym grać miała Portugalia. „Brazylia Europy” widocznie wiedziała, jak zagrać planuje pierwowzór i postanowiła, że nie będzie się wykruszać. Portugalczycy wydają się być wypaleni i ich wyjście z grupy jest teraz mocno zagrożone. Trzy półfinały na pięciu ostatnich imprezach mistrzowskiej rangi - może to jest przyczyna?
- W dalszym ciągu rzadko dane jest nam zobaczyć piłkę w siatce. Tylko 5 goli i znowu średnia poniżej 2,0 na mecz. Dziś startuje już druga seria gier i może być tylko lepiej.
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Holandia 2 - 0 Dania
Japonia 1 - 0 Kamerun
Włochy 1 - 1 Paragwaj
Na plus
+ Eljero Elia, czyli przebojowy lewoskrzydłowy z Holandii. Miał on niecałe pół godziny na zaprezentowanie swoich umiejętności, a i tak zrobił więcej niż większość Pomarańczowych przez 90 minut. Jego wejście zdecydowanie poprawiło grę Holendrów, a zapisał się on przede wszystkim dwoma efektownymi rajdami.
+ Japońska solidność w defensywie, skutkująca czystym kontem. Duży udział w tym wyczynie zanotował Kawashima, czyli bramkarz Azjatów, lecz pochwalić trzeba cały zespół, który tworzył prawdziwy monolit w obronie.
+ Praca sędziów, do której wciąż nijak da się przyczepić. Dzień czwarty nie przyniósł pierwszego spektakularnego (co więcej, trudno o jakikolwiek) błędu arbitra i z tego powodu można się tylko cieszyć.
+ Benoit Assou-Ekotto, a więc w zasadzie jedyny Kameruńczyk, który zagrał na wysokim poziomie. Chociaż lewy obrońca Tottenhamu nie ustrzegł się prostych pomyłek, to był najsilniejszym punktem swojej reprezentacji. Uosobienie dynamiki, pewności siebie i dobrego przeglądu pola.
+ Doskonały w defensywie oraz skuteczny w polu karnym rywala. Kto taki? Antolin Alcaraz, który harował za dwóch , byle tylko Paragwaj wybronił zdobycz bramkową, wcześniej zresztą przezeń zapewnioną. Skończyło się na remisie, a 27-letniego obrońcę można wskazać zawodnikiem spotkania.
+ Upór Włochów, który przyniósł wyrównanie. Nadużyciem byłoby gardłować, że mistrzowie świata pokazali charakter, bo pogoń udała im się jedynie w 50%, lecz trzeba oddać cesarzowi co cesarskie. Włosi wyrównali stan rywalizacji i tym samym zostawiają sobie wciąż otwartą furtkę do pierwszego miejsca w grupie.
Na minus
- Nikłe zaangażowanie drużyny narodowej Kamerunu, skutkujące porażką z Japonią. Eto’o i spółka grali siermiężnie i bez pomysłu. Jeżeli to się nie zmieni w kolejnych dwóch meczach, można spodziewać się hokejowych wyników. Szanse na awans są już zresztą bliskie zeru.
- Styl, w jakim punkty zdobywali dzisiaj Holendrzy i Włosi, czyli dwaj faworyci mundialu. Od drużyn tego pokroju wymagamy bowiem czegoś więcej niż zachowawczej gry przeplatanej co jakiś czas akcją zaczepną.
- Duet Simon Poulsen & Simon Kjaer. Duńscy defensorzy doprowadzili do najbardziej kuriozalnej bramki na mistrzostwach, właściwie pozbawiając zarazem swój zespół szansy na urwanie punktu potentatowi. Ewidentnie muszą popracować nad komunikacją.
- Ledwie 5 goli wysmukłali dziś piłkarze, co nie daje nawet średniej 2,0 bramki na mecz. Wynik to rozczarowujący, gdyż na tej niwie panowała bessa. Może jutro nastąpi przełamanie i otworzy się wreszcie worek z bramkami? W końcu kto ma tego dokonać, jak nie Brazylijczycy?
niedziela, 13 czerwca 2010
Algieria 0 - 1 Słowenia
Serbia 0 - 1 Ghana
Niemcy 4 - 0 Australia
Na plus
+ Robert Koren i jego próba na dziesięć minut przed końcem nudnego spotkania z Algierią. Strzał ze skraju pola karnego może nie był bardzo silny, ale za to celny i przemyślany. Suma sumarum przyniósł również zwycięstwo i Słowenia jest teraz liderem grupy C.
+ Rewelacyjna wprost praca sędziów, nad którą dane mi rozpływać się trzeci dzień z rzędu. Ponownie nie zanotowałem właściwie żadnego nadużycia swojej władzy ze strony arbitrów. Ich decyzje wielokrotnie bywają odważne, ale co najważniejsze także słuszne. Określenie „sprawiedliwi” nabiera więc sensu stricte dosłownego.
+ Wreszcie przyzwoita średnia bramek na mecz - 2,0. 6 goli w 3. spotkaniach nie powala na kolana, ale w dwa uprzednie dni średnia nie doszła nawet do takiego pułapu. Można zauważyć, że notujemy progres, co napawa optymizmem przed dalszymi rozgrywkami.
+ Pierwsza wygrana zespołu z kontynentu, goszczącego najlepsze reprezentacje świata. Po nieudanych próbach RPA, Nigerii oraz Algierii, swego dopięła ekipa Ghany. Co ciekawe, strzelec gola na wagę tegoż triumfu, Asamoah Gyan to pierwszy napastnik, który trafił w RPA do siatki. A miało to miejsce dopiero w siódmym meczu turnieju.
+ Tercet niemiecki: Thomas Muller - Lukas Podolski - Miroslav Klose. Mający stanowić o ofensywie swojej reprezentacji, pozbawili złudzeń Australię i zgodnie zaaplikowali Markowi Schwarzerowi po jednym trafieniu. Rozumieli się bez słów, asystując sobie wzajemnie. Naprawdę kapitalny kolektyw, mogący rozmontować (chyba) każdą obronę na świecie.
+ Mesut Ozil, czyli młodzian, który wspierał wyżej wskazaną trójkę i dołożył do wygranej dwa kluczowe podania. Skrzydłowy Niemiec pokazał, że ma zadatki, by błysnąć na MŚ, ale zarazem wciąż jest to...
Na minus
- ... jeździec bez głowy, który dwukrotnie spalił się w sytuacji oko w oko z bramkarzem.
- Drużyna Serbii jako całość, gdyż nie ma sensu piętnować tylko Lukovicia czy Kuzmanovicia. Po prostu Serbowie nie stanęli na wysokości zadania i zagrali za słabo, co skrzętnie wykorzystała Ghana. Przybysze z Bałkanów mieli straszyć najlepszych, a na inaugurację mocno rozczarowali. Teraz awans z grupy wydaje się odległy.
- Defensywa Australii, bo o ile w ofensywie podopieczni Pima Verbeeka radzili sobie znośnie, tak na tyłach było fatalnie. Wynik mówi zresztą sam za siebie. Australijczycy kompletnie nie radzili sobie z atakami Niemców, zostawiając sporo miejsca i pozwalając na kolejne sytuacje bramkowe.
- Naśladownictwo Roberta Greena w wykonaniu Fawziego Chaouchiego, któremu wyraźnie nie na rękę dobra reputacja afrykańskich bramkarzy. Golkiper Algierii przepuścił strzał, który winien złapać „w zęby”, co kosztowało utratę punktu. Nie ma co zwalać winy na piłkę, tylko lepiej ustawić się w przyszłości do uderzeń analogicznych do tego Korena.
- Aż 16 żółtych kartek, czyli średnio ponad 5 na spotkanie. Co więcej z żadnego meczu nie schodził komplet piłkarzy, gdyż w każdym byliśmy świadkami czerwonej kartki. Nie trzeba więc tłumaczyć, że zawodnicy wciąż nie przebierają w środkach i grają bardzo ostro.
sobota, 12 czerwca 2010
Korea Południowa 2 - 0 Grecja
Argentyna 1 - 0 Nigeria
Anglia 1 - 1 USA
Na plus
+ Kolejny bramkarz z Czarnego Lądu błysnął na mistrzostwach. Mowa oczywiście o Vincencie Enyeamie z Nigerii, który wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i niejednokrotnie zatrzymywał Argentyńczyków. Nad jego kunsztem po spotkaniu rozpływał się sam Leo Messi, który tego dnia okazał się bezsilny.
+ Gra w powietrzu Koreańczyków z Południa. O świetnym szlifie Azjatów w tym elemencie gry przekonali się 8 lat temu Polacy, przegrywający seryjnie pojedynki główkowe ze znacznie niższymi rywalami. Dziś paralelne kłopoty mieli Grecy i przegrali zresztą w takim samym wymiarze bramkowym.
+ „Człowiek, który zatrzymał Anglię”, czyli... Tim Howard. Bramkarzowi Evertonu niestraszne były strzały Heskeya, Lamparda czy Wright Phillipsa, a dodatkowo dyrygował poczynaniami defensywnymi całego zespołu. Jedyna pozycja, na której Anglicy ustępowali Amerykanom.
+ Steven Gerrard i jego wzorowa gra głównie w pierwszej połowie, która zaowocowała bramką. Kapitan Anglików był bardzo aktywny, ciągle rozprowadzając akcje swojego zespołu. W drugiej odsłonie natomiast nie funkcjonował już perfekcyjnie i zdarzały się mu błędy, co nie może jednak zatrzeć całokształtu.
+ Gabriel Heinze. Głównie za ładną bramkę na wagę trzech punktów w inauguracyjnym dla Argentyny meczu, ale również za solidność w obronie. Twardy, silny i bezkompromisowy. Pewny punkt swojej reprezentacji.
+ Ponownie praca sędziów, co bardzo cieszy. Pojawiły się kontrowersje wokół rzutów karnych, ale arbitrzy zachowali się w mojej ocenie poprawnie w każdej sytuacji, bo faulu na karnego po prostu w RPA jeszcze nie uświadczyliśmy.
Na minus
- Furorę, jaką robią jego koledzy po fachu na mistrzostwach, postanowił przyćmić swoim występ(ki)em. Mowa o Robercie Greenie, który puszczonym golem z USA już teraz kwalifikuje się do kiksów imprezy. A wydawało się, że Anglia ma wreszcie między słupkami może nie ostoję, ale w miarę przyzwoitą postać.
- Grecy, prezentujący naprawdę toporny futbol. Otto Rehhagel zasłania się kiepskim materiałem ludzkim, tłumacząc ultradefensywny styl gry jego drużyny, lecz nie wierzę, że w Grecji nie ma dobrych piłkarzy. Korea Południowa zaprezentowała dużo ciekawszą i lepszą grę. Grecy dalej bez bramki w finałach mistrzostw świata.
- Gonzalo Higuain i jego dwa wielkie „pudła” w spotkaniu z Nigerią. Najpierw autor 27. goli w Primiera Division w minionym sezonie nie trafił z bliskiej odległości do odsłoniętej w dużym stopniu bramki, a później przegrał pojedynek tete-a-tete z Enyeamą. Rażąca nieskuteczność.
- Tak, jak sędziowie trzymają poziom względem pierwszego dnia, tak też poziomu nie zmienia współczynnik brutalności. Kilka groźnych wejść w nogi, z czego najgroźniej wyglądało przewinienie Jamiego Carraghera z 60’, za które obrońca Liverpoolu nagrodzony został żółtą kartką.
RPA 1 - 1 Meksyk
Urugwaj 0 - 0 Francja
Na plus
+ Przykładna praca sędziów pierwszego dnia mistrzostw nie może ujść niezauważona. Trudno doszukać się jakichkolwiek błędów u Irmatova (Uzbekistan) i Nishimury (Japonia), a na wyróżnienie zasługuje decyzja o niezuznaniu bramki Carlosa Veli w meczu otwarcia.
+ Skrzydłowi Meksyku, czyli Giovani dos Santos i Carlos Vela. Obaj stanowili o sile swojej drużyny i rozumieli się na boisku wręcz bez słów z wysuniętym napastnikiem, Guillermo Franco.
+ Bramkarz RPA, Itumeleng Khune. Głównie dzięki jego staraniom, gospodarze nie schodzili na przerwę z bagażem bramek. Niesamowicie pewny i zdecydowany. Przy straconym golu nie miał absolutnie żadnych szans.
+ Siphiwe Tshabalala i jego atomowe uderzenie, które zarazem było pierwszym trafieniem na mistrzostwach. Pomocnik RPA nie wybijał się ponad kolegów w całym meczu, ale znalazł się w odpowiednim miejscu w 55. minucie i huknął nie do obrony.
Na minus
- Mało, bo tylko dwie, bramek. Jednak nie ma się czemu dziwić, gdyż zawodnicy w pewien sposób zawsze są przyblokowani psychicznie w inauguracyjnych meczach na podobnych turniejach.
- Kilka groźnych fauli, kładąc szczególny nacisk na ten Lodeiro, po którym wyleciał z boiska. Piłkarze bynajmniej nie przebierali w środkach, co jest zrozumiałe, jednak są pewne granice i boiskowa brutalność musi być piętnowana.
- Bramkarz Meksyku, Oscar Perez. Zupełne przeciwieństwo jego vis-a-vis z meczu otwarcia. Niepewny, bojaźliwy i nieskuteczny w interwencjach. Z takim golkiperem Meksykanie daleko nie zajdą.
- Niemoc Francuzów, którzy nie znaleźli recepty na sforsowanie defensywy urugwajskiej. Pomimo długiego naporu na bramkę Fernando Muslery, nie udało im się w zasadzie stworzyć bardzo dobrej okazji strzeleckiej.
|
Zakładki:
Blogi o MŚ
Nasze ulubione
|